Gra w trzy karty
Urządzanie gry hazardowej (art. 128 k.w.) Oszustwo w orzeczniczej praktyce; rodzaje oszustwa
Określenie "gra hazardowa", użyte w art. 128 § 1 k.w., obejmuje swym zakresem wszelkie gry, w tym i grę w tzw. trzy karty, jeżeli wygrana lub przegrana uzależniona jest nie od umiejętności grających, lecz wyłącznie lub przeważnie od losu.
Urządzającemu grę hazardową jedynie wówczas można przypisać odpowiedzialność za przestępstwo określone w art. 205 d.k.k., gdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla siebie, lub innej osoby, podstępnie obchodzi reguły gry, naruszając założoną przez nie równość szans jej uczestników, przez użycie oszukańczych zabiegów, w celu uzyskania korzystnego dla siebie wyniku gry.
Sądu Najwyższego w wyroku z dnia 10 stycznia 1935 r. 2 K 1400/34 zajął stanowisko, że gra "w trzy karty", jako polegająca na zręcznej manipulacji kartami i obliczona na wprowadzenie w błąd partnera, stanowi przestępstwo określone w art. 264 k.k. W uzasadnieniu tego wyroku Sąd Najwyższy dokonał oceny techniki gry "w trzy karty", przyjmując, iż "powszechnie znanym jest fakt, że «bankier» (urządzający grę), rzuca karty w ten sposób, iż obserwującemu rzut wydaje się, że widzi, gdzie pada karta czerwona, podczas gdy w rzeczywistości «bankier» tak prędkim, że wymykającym się spod spostrzeżenia ruchem rzuca w to miejsce, gdzie pozornie pada karta czerwona kartę inną, której wyciągnięcie powoduje przegraną partnera". Cała technika gry tej polega zatem na wyzyskaniu błędu optycznego, wynikającego z mniejszej szybkości spostrzegania od szybkości ruchów kartami.
Jak stwierdził wówczas Sąd Najwyższy, "wywołanie błędu polega na wzbudzeniu, choćby w sposób konkludentny, u partnerów prowadzącego grę wrażenia, że przez swoją spostrzegawczość i bystrość orientacji potrafią zrównoważyć lub nawet przechylić na swoją korzyść gorsze w grze tej szanse, wynikające już z samego stosunku kart przegrywających do karty wygrywającej, podczas, gdy w rzeczywistości obserwowanie wyrzutu kart musi doprowadzić zawsze do przegrania, chyba że rzucający karty popełni niezręczność przez wyjątkowy przypadek lub umyślnie, celem zwabienia nowych partnerów". Innymi słowy, pogląd ten oznacza, że prowadzenie przez tzw. bankiera gry z tak perfekcyjną szybkością ruchu doprowadza do tego, że grający zawsze przegrywa, co nadaje grze charakter "oszukańczy".
Uprzednio taki sam pogląd wypowiedział Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 10 stycznia 1928 r. II K 2312/1927), stwierdzając wprost, że: "gra w trzy karty polega na zręcznej manipulacji kartami i obliczona jest na wprowadzenie w błąd partnera", wyjaśniając jednocześnie, że "sąd oparł ten wniosek nie na dowolnym domniemaniu, lecz faktach powszechnie znanych, a więc nie wymagających udowodnienia".
Z takim, generalizującym poglądem nie sposób się zgodzić. Przyjmując bowiem za trafny tok rozumowania Sądu Najwyższego - co do reguł gry "w trzy karty" - wyrażony w uzasadnieniu wyroku z dnia 10 stycznia 1935 r., można by dojść do wniosku, że tylko wtedy gra byłaby prowadzona z zachowaniem wszelkich reguł, gdyby "bankier" przekładał karty w taki sposób (powoli lub nieudolnie), który umożliwiłby grającemu obserwację karty wygrywającej. Innymi słowy, "szybkość ruchu" kartami byłaby mniejsza lub równa "szybkości spostrzegania". Taki jednak sposób prowadzenia gry byłby pozbawiony większego sensu, skoro grający, zawsze i bez trudu wskazałby kartę wygrywającą, i w konsekwencji zawsze wygrywał.
Jak powszechnie wiadomo, istota gry "w trzy karty" polega na tym, że urządzający grę pokazuje grającemu trzy karty, z reguły dwie czarne, jedną czerwoną, przy czym wygrywającą jest karta czerwona, a następnie z perfekcyjną szybkością przekłada karty, wyrzucając je w końcu grzbietami na stół. Grający wygrywa wówczas, gdy wskaże kartę czerwoną, bez względu na to, czy manipulację kartami obserwował, czy też nie. Tak więc jedna szansa wygrania (ze strony przeciwnika "bankiera") przeciwstawiona jest dwóm szansom wygrania (ze strony "bankiera"). Pewne, minimalne zresztą wyrównanie tych szans przynosi grającemu bystrość obserwacji w chwili wyrzucania kart przez "bankiera". O lepszej pozycji urządzającego grę i większym lub mniejszym prawdopodobieństwie przegrania przystępujący do gry zdają sobie sprawę, licząc jednak na korzystny dla siebie wynik gry, tj. wskazanie właściwej karty, nawet wówczas, gdy wskutek zręcznej manipulacji kartami utracili kontakt wzrokowy z kartą, która wygrywa. Interpretując w ten sposób reguły gry przyjąć należy, że gra "w trzy karty" ma cechy gry hazardowej, której wynik z reguły zależny jest od przypadku.
Określenie "gra hazardowa", użyte w art. 128 § 1 k.w., obejmuje swym zakresem wszelkie gry, w tym i grę w tzw. trzy karty, jeżeli wygrana lub przegrana uzależniona jest nie od umiejętności grających, lecz wyłącznie lub przeważnie od losu. W każdym jednak wypadku obowiązkiem sądu rozstrzygającego sprawę - w wypadku przyjęcia, że gra ma charakter oszukańczy w rozumieniu art. 205 d.k.k. - jest wskazanie dowodów pozwalających na ustalenie będące podstawą takiej oceny prawnej czynu. Odwołanie się do notoryjności faktu, że urządzający grę "w trzy karty" zawsze wygrywa przez zręczną manipulację obliczoną na wprowadzenie w błąd partnera - jak to uczynił Sąd Najwyższy w cytowanym wyżej wyroku z dnia 10 stycznia 1928 r. - jest niedopuszczalnym uproszczeniem.
W świetle powyższych rozważań należy więc odstąpić od poglądów wyrażonych w dwóch cytowanych wyżej wyrokach Sądu Najwyższego (z dnia 10 stycznia 1928 r. i z dnia 10 stycznia 1935 r.), podzielając natomiast pogląd wyrażony w innym wyroku Sądu Najwyższego z dnia 9 sierpnia 1934 r. (1 K 492/34, Zb. Orz. 1934, z. 2, poz. 50), który nie stracił swej aktualności. W orzeczeniu tym Sąd Najwyższy stwierdził, że:
"1. Gra staje się oszukańczą w rozumieniu art. 264 d.k.k. tylko wtedy, gdy urządzający ją, lub biorący w niej udział, działa w celu osiągnięcia korzyści materialnej, obojętne czy dla siebie, czy dla kogokolwiek innego, gdyż używa w tym celu podstępu, polegającego bądź na wprowadzeniu innej osoby w błąd lub na wyzyskaniu jej błędu i gdy przez to podstępne działanie doprowadza tę lub inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem w związku z udziałem w danej grze.
2. Okoliczność, iż pewna gra daje urządzającemu ją lepsze szanse, niż biorącym w niej udział, wskutek czego urządzający w ostatecznym wyniku odnosi korzyść majątkową, nie nadaje sama przez się danej grze charakteru oszukańczego.
3. Urządzanie gry nawet w wysokim stopniu hazardowej, w razie zachowania wszelkich obowiązujących w niej prawideł, może być ścigane jedynie na zasadzie art. 61 pr. o wykroczeniach.
Uchwała SN z dnia 16 lutego 1994 r., I KZP 39/93
Standard: 38537 (pełna treść orzeczenia)