Prawo bez barier technicznych, finansowych, kompetencyjnych

Postanowienie z dnia 2005-03-11 sygn. V KK 319/04

Numer BOS: 393696
Data orzeczenia: 2005-03-11
Rodzaj organu orzekającego: Sąd Najwyższy

Najważniejsze fragmenty orzeczenia w Standardach:

Sygn. akt V KK 319/04

P O S T A N O W I E N I E

Dnia 11 marca 2005 r.

Sąd Najwyższy w składzie:

                              SSN Stanisław Zabłocki (przewodniczący i sprawozdawca)

                              SSN Rafał Malarski

                              SSA del. do SN Jerzy Grubba

                              Protokolant Piotr Wypych

przy udziale prokuratora Prokuratury Krajowej Bogumiły Drozdowskiej

w sprawie H. K.

skazanego z art. 200 § 1 k.k.,

po rozpoznaniu w Izbie Karnej na rozprawie

w dniu 11 marca 2005 r.,

kasacji, wniesionej przez obrońcę skazanego,

od wyroku Sądu Okręgowego w G.

z dnia 23 marca 2004 r., sygn. akt IV Ka (…),

zmieniającego częściowo wyrok Sądu Rejonowego w S.

z dnia 6 października 2003 r., sygn. akt II K (...)

oddala kasację; obciąża skazanego kosztami sądowymi postępowania kasacyjnego.

Uzasadnienie

  1. Sąd Rejonowy w S. – po ponownym rozpoznaniu sprawy – wyrokiem z dnia 6 października 2003 r., sygn. II K (...), uznał H. K. winnym tego, że dnia 22 września 2001 roku w K., gm. D., woj. (…), doprowadził 4-letnią H. B. do poddania się czynności seksualnej polegającej na wkładaniu palców do pochwy dziecka, to jest popełnienia czynu z art. 200 § 1 k.k. i za to na podstawie wskazanego przepisu wymierzył mu karę dwóch lat pozbawienia wolności. Nadto na podstawie art. 415 § 1 k.p.k. Sąd Rejonowy w S. zasądził od H. K. na rzecz pokrzywdzonej kwotę dziesięciu tysięcy złotych z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

Wyrok ten został zaskarżony w całości apelacją sporządzoną przez obrońcę skazanego. Skarżący podnosił w środku odwoławczym zarzuty obrazy „…przepisów art. 4, 5 § 2 i 7 k.p.k. oraz 383 k.p.k.”, polegającej na „…rozstrzygnięciu przez Sąd I instancji szeregu nie dających się usunąć wątpliwości występujących w niniejszej sprawie na niekorzyść oskarżonego, co miało niewątpliwie wpływ na treść orzeczenia, nieuwzględnienie okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonego jak i niewłaściwą ocenę przeprowadzonych dowodów” oraz na tym, że „…mimo, iż postępowanie w przedmiotowej sprawie było rozpatrywane przez Sąd Rejonowy ponownie po uchyleniu przez Sąd Okręgowy, Sąd I instancji uwzględnił powództwo cywilne, mimo jego niezłożenia w sprawie rozpoznawanej po raz pierwszy”. Nadto w apelacji jej autor zarzucił wyrokowi sądu I instancji „…błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, polegający na wyciągnięciu z niektórych ustaleń dowodowych wniosków jednoznacznych, mimo że ustalenia te na taką jednoznaczność nie pozwalają”.

Formułując zarzuty o powyższej treści obrońca skazanego wnosił o zmianę zaskarżonego wyroku poprzez uniewinnienie H. K., ewentualnie uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi I instancji do ponownego rozpoznania.

Sąd Okręgowy w G., wyrokiem z dnia 23 marca 2004 r., sygn. IV Ka (…), zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że uchylił rozstrzygnięcie w przedmiocie zadośćuczynienia za krzywdę (uznając jednak, że przy ponownym rozpoznaniu sprawy doszło do naruszenia nie wskazywanego w apelacji przepisu art. 383 k.p.k., traktującego o momencie, do którego możliwe jest złożenie powództwa cywilnego, ale przepisów o tzw. zakazie reformationis in peius ; na marginesie wskazać w tym miejscu wypada, że i sąd ad quem nie ustrzegł się błędu w „zakwalifikowaniu” podniesionego przez obrońcę uchybienia i wadliwie wskazał, jako naruszony przez sąd a quo, przepis art. 434 § 1 k.p.k., traktujący o tzw. bezpośrednim zakazie reformationis in peius, gdy oczywiste jest, że sąd I instancji naruszyć mógł jedynie tzw. pośredni zakaz reformationis in peius, określony w art. 443 k.p.k.), zaś orzeczoną wobec H. K. karę pozbawienia wolności złagodził do jednego roku i sześciu miesięcy. W pozostałej części wyrok sądu I instancji utrzymał w mocy.

  1. Kasację od powyższego wyroku sądu odwoławczego wniósł obrońca skazanego i zaskarżając go w całości orzeczeniu temu zarzucił:

„…rażące naruszenie prawa mogące mieć wpływ na treść orzeczenia, a mianowicie obrazę następujących przepisów prawa procesowego:

– art. 5 § 2 k.p.k. przez rozstrzygnięcie nie dającej się usunąć wątpliwości dotyczącej postępowania oskarżonego H. K. w dniu 22.09.2001, skoro zaprzecza im H. B. i oskarżony;

– art. 7 i 410 k.p.k. przez naruszenie zasady swobodnej oceny dowodów poprzez nie danie wiary wyjaśnieniom oskarżonego oraz pominięcie zeznań świadków co do postępowania oskarżonego oraz jego zachowania, jak również postępowania pokrzywdzonej i jej matki, tj. nie brania udziału w terapii i nie potwierdzenie faktów podanych w opinii biegłych, np. wielokrotnego przesłuchiwania pokrzywdzonej przez policję dyskwalifikuje opinię w przedmiotowej sprawie;

– art. 457 § 2 k.p.k. przez nie ustosunkowanie się w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w G. do zarzutów i wniosków zawartych w apelacji”.

Przy tak skonstruowanych, wiernie zacytowanych zarzutach kasacyjnych, obrońca skazanego wnosił o „…uchylenie w całości zaskarżonego wyroku Sądu Okręgowego i wyroku Sądu Rejonowego i uniewinnienie H. K. od przypisanego mu czynu lub przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi I instancji”.

III. Sąd Najwyższy zważył, co następuje:

  1. Skarga kasacyjna nie zasługuje na uwzględnienie ; należało ją zatem oddalić jako niezasadną. Biorąc zaś pod uwagę zarzuty sformułowane pod pierwszym i drugim „tirē” tzw. petitum skargi kasacyjnej, kasację należałoby oddalić jako oczywiście bezzasadną w rozumieniu art. 535 § 2 k.p.k.
  2. Zgłoszenie zarzutu rzekomego naruszenia art. 5 § 2 k.p.k. świadczy o tym, że autor skargi nie do końca rozumie instytucję nakazu rozstrzygania tzw. wątpliwości nieusuwalnych na korzyść oskarżonego, określoną w przywoływanym przepisie, a przede wszystkim relację tego nakazu do zasady swobodnej oceny dowodów. Wypada zatem, choćby w największym skrócie przypomnieć, że nie można zasadnie stawiać zarzutu obrazy art. 5 § 2 k.p.k., podnosząc wątpliwości samej strony, co do treści ustaleń faktycznych lub co do sposobu interpretacji prawa. Dla oceny, czy nie został naruszony nakaz in dubio pro reo nie są bowiem miarodajne tego rodzaju wątpliwości, zgłaszane przez stronę, ale jedynie to, czy orzekający w sprawie sąd rzeczywiście powziął wątpliwości co do treści ustaleń faktycznych lub wykładni prawa i wobec braku możliwości ich usunięcia rozstrzygnął je na niekorzyść oskarżonego, względnie to, czy w świetle realiów konkretnej sprawy wątpliwości takie powinien był powziąć. W wypadku zatem, gdy pewne ustalenie(a) faktyczne zależne jest (są) od dania wiary tej lub innej grupie dowodów, czy też np. dania wiary lub odmówienia wiary wyjaśnieniom oskarżonego, nie można mówić o naruszeniu zasady in dubio pro reo, a ewentualne zastrzeżenia co do oceny wiarygodności konkretnego dowodu lub grupy dowodów rozstrzygane mogą być jedynie na płaszczyźnie utrzymania się przez sąd w granicach sędziowskiej swobody ocen, wynikającej z treści art. 7 k.p.k., lub też przekroczenia przez sąd tych granic i wkroczenia w sferę dowolności ocen. Istotę tego nakazu zasadnie, aczkolwiek w sposób nader skrótowy i nie powiązany z realiami dowodowymi niniejszej sprawy, ujął zatem sąd ad quem w akapicie ostatnim na k. 1 maszynopisu uzasadnienia swego wyroku (k. 278 akt), odpowiadając na identyczny zarzut zgłoszony przez obrońcę już w zwykłym środku odwoławczym. Uzupełniając zatem ową lukę w wywodzie sądu odwoławczego, konkretnie wskazać należy, iż samo tylko zaprzeczanie przez oskarżonego i jego konkubinę, świadka H. B., temu, że H. K. dopuścił się zarzucanego czynu, czy nawet temu, że istniały okoliczności, w których mógłby się on czynu tego dopuścić (czasokres pozostawania przez oskarżonego „sam na sam” z małoletnią, kameralność pomieszczeń w domu zajmowanym przez oskarżonego i wskazanego wyżej świadka), nie stwarza sytuacji, do oceny której można byłoby zastosować dyrektywę operacyjną opisaną w art. 5 § 2 k.p.k., skoro sąd oceniający dowody stwierdza wyraźnie, że depozycjom tym po prostu odmawia wiary, zaś kwestionowane, a newralgiczne dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy, ustalenie czyni w oparciu o inne, obdarzone zaufaniem sądu, dowody (o których będzie jeszcze mowa w niniejszym uzasadnieniu orzeczenia sądu kasacyjnego). To dopiero wówczas, gdyby także i dowody, którym sąd dał wiarę, tworzyły „luki” w możliwości przyjęcia konkretnego ustalenia, a więc wątpliwości co do nastąpienia określonych zdarzeń, zaś sąd tak powstałe „luki” usunął w formie swoistego domniemania ich wystąpienia (a więc w kierunku niekorzystnym dla oskarżonego), naruszona zostałaby dyrektywa zawarta w treści art. 5 § 2 k.p.k. Podsumowując – jeśli da się wiarę zeznaniom tych świadków, których sąd a quo (a w ślad za nim także i sąd ad quem) obdarzył zaufaniem, a nadto biorąc także pod uwagę opinię biegłych psychologów, co do cech osobowości małoletniej pokrzywdzonej, rzutujących na ocenę wypowiedzi małoletniej wygłaszanych wobec osób trzecich, brak miejsca dla powstania jakichkolwiek wątpliwości, a tym bardziej wątpliwości „nie dających się usunąć”, co do sprawstwa oskarżonego.

Równie niezasadne są zarzuty zgłoszone w drugim „tirē” petitum kasacji, w którym obrońca kwestionuje, generalnie rzecz ujmując, rzetelność sądów orzekających w zakresie oceny dowodów, stawiając tezę o przekroczeniu przez sądy granicy swobody sędziowskich ocen i wkroczenie – przy ocenie materiału dowodowego – w granice dowolności, nie pozostające już pod ochroną art. 7 k.p.k., a także nieuczynienie podstawą wyroku całokształtu okoliczności faktycznych ujawnionych w toku rozprawy głównej.

Na wstępie tego fragmentu rozważań poczynić należy uwagę, że tak sformułowane zarzuty odnosić się mogą bezpośrednio, w realiach niniejszej sprawy, jedynie do wyroku sądu I instancji, albowiem sąd odwoławczy sam może naruszyć wskazane wyżej przepisy prawa procesowego jedynie wówczas, gdy uzupełnia przewód sądowy przeprowadzając dowody przed sądem ad quem. Bezsporne jest, że sytuacja taka nie miała miejsca w niniejszej sprawie. Z uwagi na treść art. 519 k.p.k., z którego jasno wynika, że substratem zaskarżenia kasacją strona uczynić może jedynie wyrok sądu odwoławczego, nie zaś wyrok sądu I instancji, pod znakiem zapytania można byłoby zatem postawić możliwość konstruowania takiego zarzutu w skardze kasacyjnej. Sąd Najwyższy stosując – w kierunku korzystnym dla oskarżonego - dyrektywę interpretacyjną określoną w art. 118 k.p.k., zdecydował jednak rozważyć tak sformułowane zarzuty, przyjmując, że w istocie obrońca chciał stwierdzić nie to, iżby sąd odwoławczy sam, a więc bezpośrednio, naruszył przepisy art. 7 i 410 k.p.k., ale że intencją autora skargi było wskazanie na niejako „pośrednie” naruszenie przez sąd ad quem tych przepisów, polegające na niedostatecznej kontroli, pod kątem ich treści, procesu dowodzenia przeprowadzonego przez sąd a quo, pomimo zgłoszenia analogicznych zastrzeżeń już w zwykłym środku odwoławczym. Również i takie ujęcie tych zarzutów skargi kasacyjnej nie mogło jednak prowadzić do uznania ich za zasadne.

Całkowicie nieprawidłowe jest prezentowane w skardze kasacyjnej rozumienie art. 410 k.p.k. Ponieważ autor kasacji, wbrew wymogowi przewidzianemu w art. 526 § 1 k.p.k., nie podał w precyzyjny sposób, na czym polega zarzucane uchybienie, można z pewnych fragmentów uzasadnienia kasacji jedynie domniemywać, że naruszenia art. 410 k.p.k. upatruje on w tym, że ustalenia co do winy sąd „...oparł na dowodach pośrednich” i „...nie przyjął wyjaśnień oskarżonego za wiarygodne”. Rzecz jasna, że fakt nie przyjęcia za wiarygodne wyjaśnień oskarżonego, tak jak i odmówienia wiary jakiemukolwiek innemu dowodowi, nie stanowi naruszenia art. 410 k.p.k. Nie stanowi obrazy tego przepisu także i przyznanie preferencji określonej grupie dowodów, niezależnie od ich charakteru – a więc także dowodom pośrednim. Do naruszenia art. 410 k.p.k. (stanowiącego precyzację, w odniesieniu do fazy postępowania jurysdykcyjnego, obowiązku przewidzianego już w art. 92 k.p.k.) może zatem dojść jedynie wówczas, gdy ujawniony w toku rozprawy głównej dowód (dowody) w ogóle nie zostanie (zostaną) poddany(e) analizie sądu. Innymi słowy rzecz ujmując taka, a nie inna, ocena określonego dowodu nigdy nie może stanowić podstawy zarzutu obrazy art. 410 k.p.k., zaś zarzut taki może być zasadny jedynie wówczas, gdy sąd w uzasadnieniu w ogóle nie odniesie się do pewnych dowodów zaprodukowanych w trakcie postępowania, a zatem gdy – mówiąc językiem potocznym – dowody te „umkną uwadze sądu”. Tego ostatniego uchybienia nie stwierdził zaś sąd kasacyjny kontrolując sposób procedowania w niniejszej sprawie.

Do naruszenia, z kolei, art. 7 k.p.k. dojść miało, zdaniem skarżącego, „...poprzez nie danie wiary wyjaśnieniom oskarżonego oraz pominięcie zeznań świadków co do postępowania oskarżonego oraz jego zachowania, jak również postępowania pokrzywdzonej i jej matki”.

Sąd odwoławczy wskazał już, z powołaniem się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, teoretyczne podstawy, które pozwalają na przyjęcie, iż przeprowadzona ocena materiału dowodowego pozostaje „pod ochroną” art. 7 k.p.k. (wywód zawarty na s. 1 maszynopisu uzasadnienia wyroku tego sądu – k. 278 akt). Zatem w uzasadnieniu orzeczenia sądu kasacyjnego owe założenia teoretyczne zostaną przypomniane jedynie w największym skrócie. Istotnie, zgodnie z utrwaloną linią orzecznictwa, wspartą wyjątkowo jednolitymi poglądami doktryny, przekonanie sądu o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną przepisu art. 7 k.p.k., jeśli tylko:

  1. jest poprzedzone ujawnieniem w toku rozprawy głównej całokształtu okoliczności sprawy,
  2. stanowi wyraz rozważenia wszystkich okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego,
  3. jest zgodne ze wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego, a nadto zostało wyczerpująco i logicznie uargumentowane w uzasadnieniu wyroku.

Dalece niewystarczające jest, przy wysuwaniu twierdzenia o przekroczeniu przez organ procesowy granic sędziowskiej swobody ocen, powracanie w środku odwoławczym do drobiazgowej, ponownej analizy materiału dowodowego, której rezultatem miałoby być twierdzenie, iż zdaniem skarżącego, preferencje w tych ocenach powinny zostać przewartościowane w kierunku odpowiadającym poglądom autora środka odwoławczego lub jego mocodawcy. Taki „narracyjny” model środka odwoławczego (jaki zastosowany został przez obrońcę zarówno na etapie składania skargi kasacyjnej, jak i wcześniej skargi apelacyjnej) nie może zastąpić konieczności precyzyjnego wykazania, przy ocenie jakich źródeł dowodowych i co do jakich konkretnych okoliczności, organ procesowy miałby naruszyć zasady logicznego rozumowania lub też wskazania wiedzy i doświadczenia życiowego. Należy zatem stwierdzić, że obrońca nie wykazał w skardze kasacyjnej, aby którykolwiek z powyższych warunków teoretycznych, nie został w prawomocnym wyroku dotrzymany. Co więcej, także i w obszerniejszych – w porównaniu z kasacją – wywodach skargi apelacyjnej, kwestionujących ocenę dowodów dokonaną przez sąd I instancji, odwołujący się także poprzestał na uwagach natury czysto polemicznej.

Już w tym miejscu (a do zagadnienia tego wypadnie powrócić także w następnym punkcie uzasadnienia orzeczenia sądu kasacyjnego) przyznać jednak należy, że sąd odwoławczy na ową dość chaotycznie prowadzoną przez obrońcę polemikę odpowiedział w sposób nader lakoniczny, odwołując się jedynie do rozważań modelowych, teoretycznych. Dlatego też rozważania te Sąd Najwyższy zdecydował wypełnić dodatkowymi konkretami, nawiązującymi do realiów dowodowych sprawy niniejszej, aby także i uzasadnienie sporządzone przez sąd kasacyjny nie wywoływało niedosytu, cechującego uzasadnienie sporządzone przez sąd II instancji.

Stwierdzić zatem – w pierwszej kolejności - należy, że pozostaje pod ochroną dyrektyw określonych w art. 7 k.p.k. ustalenie o spontaniczności i wiarygodności wypowiedzi małoletniej H. B. Elementarna znajomość tzw. psychologii rozwojowej pozwala, nawet bez uciekania się do badań specjalistycznych, a w konsekwencji i do opinii biegłych, na stwierdzenie, że czteroletnie dziecko nie może konfabulować takich treści, jakie małoletnia, pokrzywdzona w niniejszej sprawie, przekazywała osobom trzecim co do charakteru jej kontaktu z oskarżonym, w tym przede wszystkim kontaktu, który miał miejsce w dniu 22 września 2001 r., w przeddzień jej powrotu do domu. To właśnie założenie przeciwne, a mianowicie, że maleńkie, czteroletnie dziecko jest w stanie, wbrew rzeczywistemu przebiegowi wydarzeń, „wyprodukować” takie relacje - dotyczące sfery intymnej - bądź to samoistnie, bądź pod wpływem sugestii osób trzecich (przekonanie takie prezentowane jest na s. 4 maszynopisu skargi kasacyjnej – k. 301 akt), rażąco narusza wskazania wiedzy i doświadczenia życiowego. Istotnie, niebezpieczeństwo takie istnieje, gdy chodzi o dziewczynki starsze wiekiem, wkraczające w fazę pokwitania, rozbudzone emocjonalnie i stykające się bądź to poprzez wpływ środków masowego przekazu, bądź poprzez kontakty koleżeńskie lub doświadczenia rodzinne, z relacjami także i co do „ciemnych” stron sfery ludzkiej seksualności. Należy je jednak zdecydowanie wykluczyć w odniesieniu do dziecka czteroletniego. Zatem treści płynące z opinii sporządzonej przez biegłe zatrudnione w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w P. (psychologa mgr T. Z. i lekarza dr K. K.) o spontaniczności wypowiedzi małoletniej, braku cech konfabulacji i wpływu osób trzecich, stanowią jedynie potwierdzenie wniosku, który można i należało wysnuć nawet bez uciekania się do tzw. wiedzy specjalnej. W tej sytuacji nie mogą deprecjonować opinii w jej centralnym punkcie drobne pomyłki biegłych, tak silnie eksponowane przez obrońcę (co do faktu przesłuchania pokrzywdzonej przez policję, który istotnie nie miał miejsca, czy też co do tego, czy badanie trwało parę, czy też kilka godzin).

W następnej kolejności należało zatem rozważyć, czy narusza zasadę swobodnej oceny dowodów danie wiary zeznaniom tych świadków, którzy zeznawali na okoliczność treści wypowiedzi małoletniej (która nigdy, z uwagi na potrzebę ochrony stanu psychicznego małego dziecka, nie została przesłuchana bezpośrednio przez organ procesowy). Sąd Najwyższy i w tej mierze podziela oceny zawarte w uzasadnieniu wyroku sądu a quo. Dopatrywanie się drobnych, w istocie, sprzeczności pomiędzy zeznaniami świadków A. B., E. O. i A. M., jest - rzecz jasna - dobrym prawem obrony, ale nie może ono przesądzać o tym, że obdarzenie przez sąd zeznań tych świadków zaufaniem naruszało dyrektywy art. 7 k.p.k. W sprawie brak jest jakichkolwiek dowodów na to, aby między matką małoletniej pokrzywdzonej a oskarżonym H. K. istniał konflikt uzasadniający instrumentalne skierowanie przeciwko niemu podejrzeń. Przeciwnie, treść zeznań świadków wskazuje na to, że matka pokrzywdzonej aż do daty czynu pozostawała z oskarżonym w poprawnych, by nie rzec, że wręcz dobrych stosunkach, doceniała jego pomoc w opiece na dzieckiem, gdy to przebywało u babci. Sugerowanie przez obronę, że relacje świadka A. B. stymulowane są chęcią uzyskania odszkodowania, także nie znajduje żadnego pokrycia w faktach. W szczególności nie można takiej tezy wywodzić li tylko z tego, że zgłosiła ona wniosek o przyznanie małoletniej odszkodowania. Skorzystanie z uprawnienia procesowego nie może bowiem samo przez się świadczyć o niewiarygodności świadka. Co więcej, dokładna znajomość materiału dowodowego prowadzi do wniosku, że próba uzyskania odszkodowania nie była pomysłem świadka A. B., ale że pouczył ją o takiej możliwości funkcjonariusz R. (zob. k. 224). Nadto, gdyby A. B. motywowana była względami merkantylnymi, jak sugeruje to obrońca zarówno w apelacji jak i w kasacji, popierałaby wniosek o zasądzenie odszkodowania już w trakcie pierwszego rozpoznania sprawy, gdy tymczasem bezsporne pozostaje to, że wniosek ten został poparty dopiero przy drugim rozpoznaniu sprawy i to przez wyznaczonego dla A. B., jako oskarżycielki posiłkowej, pełnomocnika z urzędu (zob. k. 213 verte). W realiach dowodowych niniejszej sprawy możliwe jest także dokonanie swoistej kontroli wiarygodności zeznań świadków A. B. i jej koleżanki E. O., jeśli zważy się na treść zeznań świadka A. M. oraz wypowiedzi wskazanych już wyżej biegłych z Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w P. jest lekarzem, dla małoletniej pokrzywdzonej osobą całkowicie obcą, a zatem nie sposób przecenić tego, że w trakcie badania ginekologicznego pokrzywdzonej małoletnia także w obecności tego świadka zrelacjonowała to, co uczynił jej „niania” (a tak, co bezsporne, dziewczynka nazywała oskarżonego), i że dziecko zrelacjonowało krytyczne zdarzenie „...rozsądnie, spokojnie, bez płaczu, krzyku” (k. 215 akt). Zeznania tego świadka zyskują na znaczeniu, gdy zważy się, jak były one wyważone i bezstronne. Świadek ten przyznała bowiem, że ślady zaobserwowane podczas badania w okolicach pochwy dziewczynki nie pozwalają jej na jednoznaczne stwierdzenie „...po tych objawach, że dziecko mówiło prawdę” (k. 215 akt). Wreszcie wskazać należy na wagę depozycji psychologa mgr T. Z. i lekarza dr K. K. Co prawda obie wyż. wym. osoby powołane zostały przez organ procesowy dla wyświetlenia okoliczności wymagających, zdaniem tego organu, wiadomości specjalnych, określonych w postanowieniu o powołaniu biegłego (k. 32 akt), tym niemniej podczas kontaktu z małoletnią także i one słyszały jej relację co do zachowania „niani”. Przekazując sądowi tę relację dziecka, występowały one bardziej w roli świadków (co do treści tej relacji) niż w charakterze klasycznych biegłych. Nie można jednak w owym „rozdwojeniu” ról upatrywać, w konfiguracji procesowej niniejszej sprawy, niczego nieprawidłowego. Przejawem skrajnego formalizmu, a nawet naruszeniem art. 410 k.p.k., byłoby bowiem branie pod uwagę jedynie tej części depozycji biegłych, która dotyczyła ich oceny rozwoju psychicznego małoletniej, cech charakterologicznych dziewczynki (m.in. wstydliwości, powściągliwości – zob. opis rysunku sporządzonego przez małoletnią – k.144-144 verte akt), relacji emocjonalnych z rodzicami i osobami trzecimi, przy całkowitym pominięciu tego, co biegłe same usłyszały z ust dziecka na temat przebiegu zdarzenia.

Zważywszy wszystkie powyższe okoliczności, ocenie dowodów dokonanej przez sądy orzekające w niniejszej sprawie z najwyższym stopniem pewności nie można zarzucić tego, że przekroczyła ona granice swobody wyznaczone treścią art. 7 k.p.k. i że wkroczyła w rejony dowolności.

  1. Jak już wyżej zasygnalizowano, kasacja wniesiona w niniejszej sprawie nie została oddalona jako oczywiście bezzasadna w rozumieniu art. 535 § 2 k.p.k., z konsekwencjami określonymi w zdaniu ostatnim tego przepisu, z uwagi na zarzut sformułowany przez obrońcę w trzecim „tirē” petitum kasacji, t. j. zarzut obrazy art. 457 § 2 k.p.k. Na wstępie tej partii rozważań odnotować należy, że obrońca bądź to przez przeoczenie (t.j. posługując się tekstem kodeksu postępowania karnego sprzed tzw. noweli styczniowej), bądź popełniając oczywistą omyłkę pisarską, mylnie odwołuje się do paragrafu 2 powoływanego przepisu, gdy bezsporne pozostaje to, że z uwagi na materialną treść sformułowanego zarzutu i daty sporządzania tak uzasadnienia wyroku przez sąd ad quem, jak i kasacji przez obrońcę, odwoływać się on powinien do paragrafu 3. Istotnie, przyznać należy skarżącemu rację co do tego, że uzasadnienie wyroku sądu odwoławczego wręcz razi stopniem jego ogólnikowości i z tej przyczyny nie w pełni spełnia standardy określone w tak skorygowanym, jak to wyżej uczyniono, przepisie procedury karnej. O ile jednak przyznanie racji w tym zakresie zarzutowi sformułowanemu przez obrońcę nie pozwalało na uznanie kasacji za „oczywiście bezzasadną”, o tyle wcale nie musiało prowadzić, in concreto, do uwzględnienia skargi i uchylenia zaskarżonego wyroku. W realiach niniejszej sprawy sąd kasacyjny nie uznał bowiem stwierdzonego naruszenia prawa za „mogące mieć istotny wpływ na treść orzeczenia”. Z uwagi na treść art. 523 § 1 k.p.k. jedynie zaś stwierdzenie takiego charakteru dostrzeżonego uchybienia prowadziłoby do uznania skargi kasacyjnej za zasadną. Wypada zatem w tym miejscu uzasadnić, dlaczego Sąd Najwyższy odnotowując uchybienie przez sąd odwoławczy przy sporządzaniu uzasadnienia wymogom określonym w art. 457 § 3 k.p.k., oddalił jednakże kasację. Po pierwsze, raz jeszcze należy zwrócić uwagę, tym razem w omawianym tu kontekście, na stopień szczegółowości i konkretności części motywacyjnej orzeczenia wydanego przez sąd I instancji. Po drugie zaś, na czysto polemiczny charakter apelacji, której treść bardziej sprowadzała się do powtórnego zrelacjonowania treści tych dowodów, które obrońca preferuje i na dość chaotycznie prowadzonej próbie deprecjacji dowodów dla linii obrony niekorzystnych, niż na konkretnym wykazaniu, jakie punkty w rozumowaniu sądu a quo można zakwestionować jako naruszające kryteria logiki (verba legis art. 7 k.p.k.: „zasady prawidłowego rozumowania”) lub też wskazania wiedzy i doświadczenia życiowego. Ponieważ zagadnienie to zostało już wyżej omówione, z uwagi na oparcie przez obrońcę dokładnie na takim samym modelu także i skargi kasacyjnej, nie ma potrzeby powracania w niniejszym miejscu do bardziej szczegółowych rozważań w tym przedmiocie. Można zatem jedynie domniemywać, że nadmierna lakoniczność uzasadnienia wyroku sądu II instancji była reakcją na ów „narracyjny”, czy wręcz „przegadany” i mało konkretny, model skargi apelacyjnej. Stąd zapewne zamiast ustosunkować się do zarzutów zwykłego środka odwoławczego w sposób wyczerpujący i nawiązujący do realiów dowodowych niniejszej sprawy, Sąd Okręgowy w G. odpowiedział na nie rozważaniami o charakterze teoretycznym (s. 1 maszynopisu uzasadnienia – k. 278 akt sprawy), które mogłyby zostać pomieszczone w uzasadnieniu każdego wyroku (dotyczącego czynu dowolnego oskarżonego i przy dowolnym zarzucie aktu oskarżenia), nie przywiązując należytej wagi do tego, aby następnie owe zasadne poglądy teoretyczne „wysycić” odpowiednimi szczegółami dowodowymi, zgromadzonymi w aktach sprawy oskarżonego H. K. Sąd Najwyższy uznał jednak, że stanowisko sądu ad quem, co do owych szczegółów, zostało ostatecznie zawarte w zdaniu figurującym na s. 2 maszynopisu uzasadnienia wyroku sądu odwoławczego (k. 279 akt), zawierającym stwierdzenie, że : „W celu uniknięcia niepotrzebnych powtórzeń Sąd Odwoławczy stwierdza, że ustalenia i rozważania Sądu I instancji są w całości słuszne i nie mogą być skutecznie kwestionowane”.

Podsumowując ten ostatni wątek rozważań, dojść należy zatem do wniosku, że nie akceptując owej nadmiernej lakoniczności uzasadnienia (czy wręcz wskazując, że gorzowski sąd odwoławczy powinien w przyszłości baczyć na to, aby sporządzane przez składy orzekające uzasadnienia wyroków były bardziej konkretne i wyczerpujące), uznać należało, że uchylenie prawomocnego wyroku wydanego w niniejszej sprawie służyć mogłoby jedynie racjom tzw. taniej dydaktyki, nie zaś, aby mogło ono wpłynąć na treść ponownie ferowanego przez sąd ad quem orzeczenia. Takie właśnie zapatrywanie, w połączeniu z przekonaniem Sądu Najwyższego, że z uwagi na dobro małoletniej pokrzywdzonej sprawa niniejsza powinna znaleźć swój finał, zadecydowało o oddaleniu skargi kasacyjnej wniesionej przez obrońcę, przy niejako „przejęciu” przez sąd kasacyjny do uzasadnienia orzeczenia tego właśnie sądu (zob. rozważania zawarte w pkt III. 2 nin. uzasadnienia) powinności odniesienia się do tych argumentów, które – przy respektowaniu przez Sąd Okręgowy w G. w pełni wymogów art. 457 § 3 k.p.k. – winny były znaleźć swe odzwierciedlenie już w motywach pisemnych wyroku wydanego przez sąd ad quem.

  1. W związku z oddaleniem skargi kasacyjnej, skazanego H. K. należało obciążyć kosztami sądowymi postępowania kasacyjnego (zgodnie z art. art. 626 § 1 oraz art. 636 § 1 w zw. z art. 518 k.p.k.), przy czym w skład tych kosztów wchodzi uiszczona już przez skazanego opłata od kasacji (art. 616 § 2 pkt 1 k.p.k.).

Treść orzeczenia została pozyskana od organu orzekającego na podstawie dostępu do informacji publicznej.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz politykę prywatności i cookies.