Prawo bez barier technicznych, finansowych, kompetencyjnych

Wyrok z dnia 2009-04-29 sygn. II CSK 622/08

Numer BOS: 2223663
Data orzeczenia: 2009-04-29
Rodzaj organu orzekającego: Sąd Najwyższy

Najważniejsze fragmenty orzeczenia w Standardach:

Sygn. akt II CSK 622/08

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 29 kwietnia 2009 r.

Sąd Najwyższy w składzie:

SSN Barbara Myszka (przewodniczący)

SSN Wojciech Katner (sprawozdawca)

SSN Grzegorz Misiurek

w sprawie z powództwa M. J.

przeciwko E.S.

o ochronę dóbr osobistych,

po rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym

w Izbie Cywilnej w dniu 29 kwietnia 2009 r.,

skargi kasacyjnej powoda

od wyroku Sądu Apelacyjnego w (…)

z dnia 15 maja 2008 r., sygn. akt I ACa (…),

uchyla zaskarżony wyrok w części oddalającej apelację odnośnie do złożenia żądanego oświadczenia (pkt I) oraz w części orzekającej o kosztach postępowania apelacyjnego (pkt II) i w tym zakresie przekazuje sprawę Sądowi Apelacyjnemu w (…) do ponownego rozpoznania, wraz z rozstrzygnięciem o kosztach postępowania kasacyjnego.

Uzasadnienie

Wyrokiem z dnia 7 września 2007 r. Sąd Okręgowy w (…) oddalił powództwo M. J. przeciwko E. S. o ochronę dóbr osobistych i zapłatę. Uznał, że nie spełnia przesłanki bezprawności na gruncie art. 24 § 1 k.c. wypowiedź E.S. będącego w 1970 r. wiceprzewodniczącym komitetu strajkowego w Stoczni (…), opublikowana w „G.” z dnia 30 sierpnia 2006 r.: „I bardzo dobrze, że L. K. wykluczył J. z grona zasłużonych działaczy opozycji (…) Wiedziałem, że wśród znajomych jest agent SB, ale podejrzewałem kogoś innego – mojego bliskiego kolegę (…) O tym, że J. był agentem bezpieki dowiedziałem się dopiero w sądzie podczas rozprawy lustracyjnej”. W następstwie tej wypowiedzi, powód domagał się opublikowania w gazecie oświadczenia wraz z publicznymi przeprosinami. Dwa tygodnie później „G.” zamieściła artykuł: „M. J. domaga się przeprosin za „agenta bezpieki”, w którym opublikowała oświadczenie powoda.

Uzasadniając żądanie M. J. powołał się na wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 października 2002 r. w sprawie II KKN 311/01, w której ostatecznie rozstrzygnięto, że powód, poddany postępowaniu lustracyjnemu złożył w sierpniu 1997 r. prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Stwierdził, że formułowanie wobec niego w 2006 r. zarzutów posądzających o „bycie agentem SB” – świadomym współpracownikiem służb organów bezpieczeństwa państwa jest pomówieniem i nie polega na prawdzie. W związku z tym domagał się nakazania pozwanemu zamieszczenia na łamach „G.” następującego oświadczenia: „W nawiązaniu do treści mojej wypowiedzi opublikowanej w dzienniku „G.” w dniu 30 sierpnia 2006 r., w związku z formułowanymi przeze mnie zarzutami, iż Pan M. J. był agentem Służby Bezpieczeństwa przepraszam Pana M. J. i jego najbliższych, którzy poczuli się lub mogli się poczuć urażeni i dotknięci powyższą wypowiedzią. Jednocześnie oświadczam, iż Pan M. J. nigdy nie był agentem Służby Bezpieczeństwa”. Ponadto domagał się zasądzenia od pozwanego na rzecz Hospicjum Dziecięcego w S. kwoty 10 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia na cel społeczny oraz zasądzenie kosztów postępowania.

W odpowiedzi na pozew pozwany wnosił o oddalenie powództwa w całości, wyjaśniając, że na pytania redaktora „G.”, podczas rozmowy telefonicznej prowadzonej w przeddzień obchodów rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w S., odpowiadał zgodnie ze swoim sumieniem.

Oddalając powództwo Sąd Okręgowy uznał, że jego rola w sprawie o ochronę dóbr osobistych jest zupełnie inna, niż sądu w sprawie lustracyjnej. Jest niewątpliwe, że nazwanie kogoś „agentem bezpieki” narusza dobra osobiste każdej osoby w Polsce. Jednakże w toku postępowania powód sam tłumaczył swoje relacje z SB w pewnym czasie, łącznie z przymusem z tym związanym w taki sposób, że - zdaniem Sądu - wyczerpał definicję agenta SB. Ponadto sądy kilkakrotnie rozpoznając sprawę lustracyjną powoda, dochodziły do wniosku, że M. J. złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Wprawdzie wyroki to stwierdzające były uchylane i sprawa przekazywana do ponownego rozpoznania, ale następnie ponowne rozstrzygnięcia były niekorzystne dla powoda, aż do wspomnianego wyroku Sądu Najwyższego z dnia 2 października 2002 r. Mimo to, nazwisko M. J. zostało skreślone z listy zasłużonych, którzy w rocznicę sierpnia 1980 r. mieli otrzymać od Prezydenta RP odznaczenia państwowe.

Te ustalenia, przyjęte za prawidłowe przez Sąd Apelacyjny, posłużyły do oddalenia apelacji, opartej na zarzutach naruszenia art. 23 i 24 k.c. oraz art. 365 § 1 k.p.c. W szczególności Sąd Apelacyjny uznał, że wywody Sądu Najwyższego w wyroku z 2002 r. nie są wiążące dla sądu orzekającego w niniejszym postępowaniu, jako że pozwany E. S. nie wskazał, iż powód współpracował z organami bezpieczeństwa państwa, lecz jedynie podniósł, że był on agentem bezpieki. Zatem nie jest trafne utożsamianie przez powoda twierdzenia pozwanego z terminem „współpraca”, określonego na gruncie ustawy lustracyjnej. Ponadto, istotą postępowania lustracyjnego nie było ustalenie, czy powód był w rzeczywistości agentem bezpieki, ale czy złożone przez niego oświadczenie o podjęciu współpracy z organami bezpieczeństwa państwa było prawdziwe, czy też nie. Z tego wynika, zdaniem Sądu Apelacyjnego, że Sądu w niniejszej sprawie „nie wiąże określona jedynie na potrzeby ustawy lustracyjnej definicja „współpracy”, zaś ten sam fakt podjęcia przez powoda współpracy z organami bezpieczeństwa państwa mógł za pomocą różnorakich dowodów – oczywiście przy uwzględnieniu przepisów k.p.c. wykazywać w toku postępowania pozwany”. Przyjęta w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku definicja pojęcia „agenta bezpieki” nie wymaga zaistnienia po jego stronie takich elementów współpracy z organami bezpieczeństwa państwa jakie określa ustawa lustracyjna. Z zebranego materiału dowodowego, w tym z przesłuchania samego powoda wynika zaś, że w rzeczywistości podjął się świadomej współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, czyli wypowiedź pozwanego w której użył stwierdzenia, iż powód był agentem bezpieki, w ocenie Sądu Apelacyjnego nie była zachowaniem bezprawnym, naruszającym dobre imię powoda. Na gruncie rozpatrywanej sprawy „nie zrealizowała się więc ani hipoteza ani też dyspozycja art. 24 k.c., pozwalająca Sądowi na zastosowanie sankcji z art. 24 k.c.”

W skardze opartej na pierwszej podstawie kasacyjnej powód zarzucił naruszenie prawa materialnego przez błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie art. 24 k.c. oraz naruszenie prawa procesowego, łączące się z poprzednim zarzutem w tym sensie, że odmówienie bezprawności zachowania pozwanego wyniknęło w kwestionowanym wyroku z niezastosowania art. 365 § 1 w zw. z art. 391 § 1 k.p.c. Dodatkowo powołano też naruszenie art. 233 § 1 w zw. z art. 391 § 1 i art. 382 k.p.c.

Sąd Najwyższy zważył, co następuje:

Skarga kasacyjna jest uzasadniona.

Istotą sporu między stronami jest kwestia prawnej dopuszczalności nazwania powoda „agentem bezpieki” w okolicznościach, w których od kilku lat był on oczyszczony z zarzutu „kłamcy lustracyjnego”, czyli osoby zatajającej, że była świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa. Według art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 11 kwietnia 1997 r. o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944 – 1990 osób pełniących funkcje publiczne (Dz. U. nr 70, poz. 443 ze zm., - dalej: „ustawa lustracyjna z 1997 r.”) współpracą w rozumieniu ustawy jest świadoma i tajna współpraca z ogniwami operacyjnymi lub śledczymi organów bezpieczeństwa państwa w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji”. W wyroku Sądu Najwyższego z 2002 r. stwierdzono, że złożone przez powoda oświadczenie lustracyjne, w którym podał on, że nie pełnił służby, ani nie był świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa – jest prawdziwe. Należało więc odpowiedzieć na następujące pytania: po pierwsze, czy sąd rozpoznający sprawę o naruszenie dóbr osobistych powoda przez nazwanie go przez pozwanego „agentem bezpieki” był, czy nie był związany wyrokiem Sądu Najwyższego i czy ten wyrok stanowi orzeczenie, o którym mowa w art. 365 § 1 k.p.c. Po drugie, jakie znaczenie ma ten wyrok w procesie o ochronę dóbr osobistych, i co do naruszenia konkretnego dobra osobistego i co do bezprawności zachowania naruszającego.

Artykuł 365 § 1 k.p.c. stanowi: „Orzeczenie prawomocne wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy oraz inne organy państwowe i organy administracji publicznej, a w wypadkach w ustawie przewidzianych także inne osoby”. W zaskarżonym wyroku Sąd Apelacyjny, podobnie jak Sąd Okręgowy, odpowiedział na pytanie odnośnie do związania sądu wspomnianym wyrokiem negatywnie, jeśli chodzi o jego znaczenie na podstawie art. 365 § 1 k.p.c. w sprawie o ochronę dóbr osobistych. Przyjął, jak to zostało już wcześniej podniesione, że rola i przesłanki, jakimi kieruje się sąd lustracyjny są całkiem odmienne, niż sądu rozpoznającego sprawę o ochronę dóbr osobistych. W związku z tym oczyszczenie kogoś z zarzutu, że nie był świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa nie oznacza, że nie mógł być agentem SB i sąd rozpatrujący taki zarzut dokonuje własnych ustaleń na podstawie dowodów przedłożonych przez strony. W sprawach o ochronę dóbr osobistych istotną rolę odgrywa pozwany, który musi dowieść braku bezprawności swojego zachowania, jeśli chce uniknąć odpowiedzialności cywilnej za naruszenie cudzego dobra osobistego. Wprawdzie Sąd Apelacyjny w pewnym fragmencie uzasadnienia swego wyroku połączył obie przesłanki naruszenia dobra osobistego: występowania dobra osobistego podlegającego ochronie i bezprawności zachowania sprawcy, ale z całości tego uzasadnienia wynika, że co do naruszenia godności człowieka przez nazwanie go „agentem bezpieki” nie ma wątpliwości. Brak odpowiedzialności za naruszenie dobra osobistego jest zatem uzależniony od ustalenia, że takie nazwanie człowieka było prawdziwe.

Tymczasem Sąd Najwyższy w wyroku z 2002 r. stwierdził, że oświadczenie lustracyjne powoda przeczące agenturalności w jego dotychczasowym zachowaniu odpowiada prawdzie. Czy zatem rację ma powód, który to utożsamia z brakiem podstaw prawnych do nazywania go agentem, czy też pozwany, który nie neguje poprawności wyroku SN, ale stwierdza, że wyrok ten czego innego dotyczy. Do stanowiska pozwanego przychylił się Sąd Apelacyjny, który aprobując ocenę Sądu Okręgowego stwierdził, że przecież pozwany broniąc się przed zarzutem bezprawności z art. 24 k.c., który stanowi domniemanie prawne, może użyć wszelkich dowodów na poparcie swego twierdzenia a prawomocny wyrok sądowy w procesie lustracyjnym wcale mu w tym nie przeszkadza i o niczym nie przesądza, poza sprawą lustracyjną. Nie jest więc wyrokiem w rozumieniu art. 365 § 1 k.p.c. i nie wiąże sądu cywilnego w sprawie o ochronę dóbr osobistych.

Wymaga rozważenia poprawność takiego rozumowania. Czy można bowiem z jednej strony uznać, że ktoś dowodząc swego braku nagannej współpracy z organami bezpieczeństwa zostanie oczyszczony z takiego zarzutu wyrokiem Sądu Najwyższego i w związku z tym może podawać prawdziwą informację, że takim współpracownikiem nie był (np. w oświadczeniu lustracyjnym, życiorysie, ankietach personalnych itp.) a jednocześnie, nie bacząc na ten wyrok, można go w sposób uprawniony nazywać agentem bezpieki, np. w wywiadach prasowych, bo tak nakazuje sumienie wypowiadającego takie słowa Będzie to zarazem możliwe na podstawie tych samych dowodów, które w sprawie lustracyjnej, opierającej się na regułach postępowania karnego wystarczą do uznania, że brak jest podstaw do stwierdzenia współpracy z organami SB, a w sprawie cywilnej taką współpracę w rezultacie przypieczętują. Na dodatek, dowodami tymi są głównie wyjaśnienia samego powoda, a więc osoby, która wszczęła sprawę o ochronę własnego prawa podmiotowego i ubiega się o nią przed sądem, a zostaje w rezultacie postępowania napiętnowana tylko dlatego, że sąd inaczej ocenił jej zeznania, niż Sąd Najwyższy w sprawie lustracyjnej. Jak próbuje się tłumaczyć w wyrokach obu instancji, było to możliwe dlatego, że w postępowaniu lustracyjnym dawało się weryfikować nie tylko formalne podjęcie współpracy ze służbą bezpieczeństwa, ale również dopuszczało ocenę ewentualnego przymusu i skutków współpracy. Można by z tego wywodzić, że wnioskowanie o agenturalności lustrowanych mogło być łagodniejsze na podstawie przepisów lustracyjnych, rozpatrywanych na gruncie procedury karnej. W wyroku sądu pierwszej instancji w niniejszej sprawie znalazło się zdanie dotyczące procedowania Sądu Najwyższego, mianowicie, że treść uzasadnienia orzeczenia tego Sądu „wyraźnie wskazuje, że sąd w pełni skorzystał z możliwości jakie dawała ówcześnie obowiązująca ustawa lustracyjna (…)”. Należy to uznać za prawidłowe, Sąd Najwyższy nie mógł bowiem nie respektować uregulowań ustawowych.

Nie można w jednym systemie prawa przykładać różnej miary do takiego samego zachowania tylko dlatego, że przepisy różnych ustaw używają różnych terminów na określenie tego samego zjawiska. Trafnie w skardze kasacyjnej podniesiono, że nie powinno mieć większego znaczenia to, iż w ustawie lustracyjnej i podobnie w wyroku Sądu Najwyższego z 2002 r. nie używa się pojęcia agent, a stanowi o „tajnym i świadomym współpracowniku”, temu ostatniemu przydając walor prawny. W każdym takim przypadku w świadomości społecznej i języku potocznym ma się na myśli agenta i działalność agenturalną w obrębie organów bezpieczeństwa. Ratio legis tzw. przepisów lustracyjnych tkwi w konieczności złożenia odpowiedniego oświadczenia przez osoby o najwyższym poziomie zaufania publicznego po to, aby wiedzieć o tym, kto był tzw. agentem i w razie przyznania się zdecydować, czy mimo to go powoływać lub zachowywać na określonym stanowisku, a w razie przemilczenia – zakazać działania na długi czas na forum publicznym. Jeżeli zatem w postępowaniu lustracyjnym dana osoba zostanie uwolniona z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, to nie może prawomocne orzeczenie w tej sprawie być przyjmowane, jako nie mające znaczenia w innym procesie, w którym taką osobę pomawia się o agenturalność i odmawia ochrony, weryfikując w rezultacie stan faktyczny i jego ocenę prawną dokonaną prawomocnym wyrokiem lustracyjnym. Nie może takiej możliwości usprawiedliwiać odrębność obu postępowań: lustracyjnego i o ochronę dóbr osobistych. Nie można w wyniku jednego postępowania, na podstawie ustalonego stanu faktycznego, raz nie zostać uznanym za tajnego współpracownika bezpieki (przez przyznanie prawdziwości oświadczenia, że się takim nie było), a drugi raz, na podstawie takiego samego stanu faktycznego i to wskutek postępowania o ochronę dóbr osobistych nie uzyskać tej ochrony, jako legalnie nazwany agent bezpieki. Do tego doprowadziło przyznanie w kwestionowanych wyrokach braku bezprawności stwierdzeniu pozwanego o tym, że był agentem bezpieki. Jeżeli jednak dla obu sądów rozpatrujących tę sprawę było niewątpliwe, że nazwanie kogoś w Polsce agentem bezpieki stanowi uchybienie godności i jest naruszeniem dobra osobistego w rozumieniu art. 23 k.c., to ta przesłanka ochrony dóbr osobistych została wobec powoda spełniona. Dla powodzenia tej ochrony musi być jeszcze stwierdzenie bezprawności naruszenia (art. 24 § 1 zd. 1 k.c.), które jest domniemane (praesumptio iuris tantum), zatem to pozwany musi dowieść braku bezprawności naruszenia dobra osobistego.

Na podstawie ustalonego stanu faktycznego i przedłożonych dowodów w dotychczasowym postępowaniu można stwierdzić z całą pewnością, że i ta przesłanka została wobec powoda spełniona, a pozwany nie wzruszył podstawy domniemania. Wynika to przede wszystkim z uwolnienia powoda od zarzucania działalności agenturalnej przez powołany wyrok Sądu Najwyższego z 2002 r. Jest to oczywiście wyrok w rozumieniu art. 365 § 1 k.p.c. i jego istota wyrażona w sentencji winna być uwzględniona przez Sąd rozpoznający sprawę ponownie (zob. wyrok SN z dnia 13 marca 2008 r. III CSK 284/07, Lex nr 380931). Przyjąć zatem należy, że prawomocny wyrok sądu stwierdzający, że jest prawdziwe oświadczenie lustracyjne powoda o tym, iż nie pracował, nie pełnił służby ani nie był świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu tzw. ustawy lustracyjnej z 1997 r. stanowi orzeczenie, o którym mowa w art. 365 § 1 k.p.c., i wiąże sąd rozpoznający sprawę o ochronę dóbr osobistych takiej osoby, nazwanej pomimo wiedzy o powyższym wyroku „agentem bezpieki”. Trzeba bowiem podzielić wyrażany w orzecznictwie pogląd, że postępowanie w sprawie o ochronę dóbr osobistych nie może być wykorzystane do weryfikacji prawomocnych orzeczeń sądowych i wyników innych postępowań (zob. wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 30 października 1997 r. I ACa 290/97, OSA 1998, nr 10, poz. 47), zaś związanie orzeczeniem w myśl art. 365 § 1 k.p.c. oznacza niedopuszczalność przeprowadzenia postępowania dowodowego w rozstrzygniętej kwestii (zob. teza końcowa wyroku SN z dnia 4 marca 2008 r. IV CSK 441/07, Lex nr 376385). W związku z przesłanką bezprawności należy też podnieść, że w stosunku do zachowania pozwanego nie znosi bezprawności jego twierdzenie, iż znając okoliczności dotyczące uwolnienia powoda od oskarżeń, związanych z postępowaniem lustracyjnym, udzielając wywiadu prasowego odpowiadał na pytania dziennikarza „zgodnie ze swoim sumieniem”. Pozwany czynił więc to, co w swoim subiektywnym przekonaniu uważał za słuszne do publicznego, prasowego przekazania. Tymczasem bezprawność naruszenia dóbr osobistych podlega ocenom obiektywnym, kształtowanym przez reguły postępowania akceptowanego społecznie, składające się na ogólnie rozumiany porządek prawny (zob. wyrok SN z dnia 19 lipca 1982 r. I CR 225/82, niepubl.; wyrok SN z dnia 25 października 1982 r. I CR 239/82, niepubl.). Tych reguł pozwany nie zachował, mimo że zapewne pozostawał w przekonaniu o zasadności swego postępowania.

Ze względu na treść art. 39815 § 1 oraz art. 108 § 2 w zw. z art. 39821 k.p.c. Sąd Najwyższy orzekł jak w sentencji.

Treść orzeczenia została pozyskana od organu orzekającego na podstawie dostępu do informacji publicznej.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz politykę prywatności i cookies.