Wyrok z dnia 1974-12-16 sygn. Rw 618/74
Numer BOS: 2186609
Data orzeczenia: 1974-12-16
Rodzaj organu orzekającego: Sąd Najwyższy
Najważniejsze fragmenty orzeczenia w Standardach:
Sygn. akt Rw 618/74
Wyrok z dnia 16 grudnia 1974 r.
Przekonanie sądu o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną prawa procesowego (art. 4 § 1 k.p.k.) wtedy między innymi, gdy:
a) jest poprzedzone ujawnieniem w toku rozprawy głównej całokształtu okoliczności sprawy (art. 357 k.p.k.), i to w sposób podyktowany obowiązkiem dochodzenia prawdy (art. 2 § 1 pkt 2 k.p.k.),
b) stanowi wynik rozważania wszystkich tych okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (art. 3 § 1 k.p.k.),
c) jest wyczerpująco i logicznie - z uwzględnieniem wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego - uargumentowane w uzasadnieniu wyroku (art. 372 § 1 pkt 1 k.p.k.).
Przewodniczący: sędzia płk H. Kmieciak (sprawozdawca). Sędziowie: płk J. Gawrysiak, płk S. Wojtczak.
Prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej: mjr dr S. Przyjemski.
Sąd Najwyższy po rozpoznaniu w dniu 16 grudnia 1974 r. na rozprawie sprawy Kazimierza M., skazanego nieprawomocnie za przestępstwo określone w art. 318 w związku z art. 59 § 1 k.k. na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności z nawiązką w kwocie 1.000 zł na rzecz PCK, z powodu rewizji wniesionej przez oskarżonego od wyroku Wojskowego Sądu Okręgowego w N. z dnia 8 listopada 1974 r.:
1) w związku z rewizją oskarżonego zaskarżony wyrok uchylił i sprawę Kazimierza M. przekazał sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania;
2) uchylił środek zapobiegawczy - tymczasowe aresztowanie oskarżonego i zarządził niezwłoczne zwolnienie Kazimierza M. z zakładu karnego.
Uzasadnienie
(...) Oskarżony w rewizji domaga się uniewinnienia, twierdząc, że przestępstwa nie popełnił, i na poparcie tego twierdzenia przytaczając własną wersję przebiegu zdarzenia, w najogólniejszych zarysach zgodną z treścią jego wyjaśnień złożonych na rozprawie głównej.
W toku rozprawy głównej zaprezentowane zostały dwie sprzeczne ze sobą wersje przebiegu zdarzenia. Jedną zaprezentował oskarżony, drugą - pokrzywdzony Michał T.
Oskarżony wyjaśnił, że kiedy około północy wyszedł ze świetlicy na podwórze ochłodzić się ("było gorąco"), zaczepił go pokrzywdzony, który miał "zakrwawioną twarz" i który zaczął do oskarżonego rościć nie uzasadnione pretensje o pobicie, a następnie uderzył go w twarz, powodując jego upadek na ziemię. Wówczas oskarżony (według jego wyjaśnień) podniósł się i "odepchnął Michała T. ręką w pierś", tak, że ten z kolei "przewrócił się w rosnący w pobliżu krzak bzu". Zaraz po tym fakcie Antoni K. uderzył oskarżonego w usta, po czym wspólnie z innymi osobami usiłował wepchnąć oskarżonego do studni, czemu przeszkodził jednak Eugeniusz C. Udaremnioną próbę wrzucenia oskarżonego do studni podjął również Ryszard Ł.
Pokrzywdzony zeznał natomiast, że szedł ze wsi do świetlicy, w której odbywała się zabawa, i kiedy wszedł na podwórze przylegające na budynku świetlicy, został niespodziewanie - bez żadnego powodu - zaatakowany przez oskarżonego, który uderzył go w twarz tak silnie, iż upadł i stracił przytomność. Gdy odzyskał przytomność, Antoni K. zaprowadził go do swojego domu, gdzie obmył twarz z krwi, a następnie udał się do miejsca zamieszkania, skąd zabrała go karetka pogotowia ratunkowego. Na podstawie siły ciosu oraz jego następstw (wstrząśnienie mózgu, złamanie kości nosowej) pokrzywdzony przypuszcza, że oskarżony uderzył go "czymś twardym".
Sąd pierwszej instancji wybrał wersję pokrzywdzonego, przy czym ustalił, że oskarżony uderzył Michała T. ręką, co do następstw zaś tego uderzenia - uznanych za uszkodzenie ciała w rozumieniu art. 156 § 1 k.k. - nie był pewny, czy spowodował je tylko oskarżony, czy też jeszcze inne osoby (później).
Danie wiary jednym dowodom i odmówienie jej innym mieści się oczywiście w prawie sądu do "ich swobodnej oceny" (art. 4 § 1 k.p.k.). Rzecz w tym jednak, że przekonanie sądu o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną prawa procesowego (art. 4 § 1 k.p.k.) wtedy między innymi, gdy:
a) jest poprzedzone ujawnieniem w toku rozprawy głównej całokształtu okoliczności sprawy ( 357 k.p.k.), i to w sposób podyktowany obowiązkiem dochodzenia prawdy (art. 2 § 1 pkt 2 k.p.k.),
b) stanowi wynik rozważenia wszystkich tych okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego ( 3 § 1 k.p.k.),
c) jest wyczerpująco i logicznie - z uwzględnieniem wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego - uargumentowane w uzasadnieniu wyroku ( 372 § 1 pkt 1 k.p.k.).
Tych wymagań sąd pierwszej instancji w omawianej sprawie nie spełnił. W związku z tym dokonana przezeń ocena dowodów nie może też być aprobowana.
Sąd pierwszej instancji stwierdził w uzasadnieniu wyroku, że "nie daje wiary wyjaśnieniom oskarżonego, ich niekonsekwencja bowiem i brak jakichkolwiek dowodów na to, że został on trzykrotnie uderzony, świadczą o tym, że oskarżony nie mówi prawdy".
Pomijając już fakt, że oskarżony na rozprawie nie wspomniał o trzykrotnym, lecz dwukrotnym uderzeniu go (przez Michała T. i przez Antoniego K.), należy podnieść, że istnieją co najmniej trzy powody, które argumentację sądu pierwszej instancji czynią nie do przyjęcia.
Po pierwsze - dla honorowania wyjaśnień oskarżonego nie potrzeba dowodów na ich potwierdzenie, a wystarcza brak dowodów przeciwnych. Brak jakichkolwiek dowodów na to, że oskarżony (jak twierdzi) został uderzony przez Michała T. i Antoniego K., nie może być więc wykorzystany przeciwko oskarżonemu. Przeciwko niemu mogłyby przemawiać dowody przeciwne w postaci zeznań Michała T. i Antoniego K., ale żaden z tych świadków na rozprawie nie został nawet zapytany o to, czy uderzył oskarżonego. Poza ogólnikowym stwierdzeniem Michała T., że on sam został uderzony przez oskarżonego "bez powodu" - stwierdzeniem, w którego wiarygodność można powątpiewać - nie było jednak dowodów przeciwnych.
Po wtóre - nie można się powoływać na "niekonsekwencje" w wyjaśnieniach oskarżonego, jeżeli tych niekonsekwencji się nie wykaże. W wyjaśnieniach co do przebiegu zdarzenia złożonych przez oskarżonego na rozprawie nie sposób zresztą doszukać się niekonsekwencji. Podczas pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego oskarżony zaprzeczył, aby w ogóle miał jakikolwiek incydent z Michałem T., a w czasie dalszych przesłuchań w postępowaniu przygotowawczym składał odmienne niż na rozprawie wyjaśnienia co do pewnych szczegółów zajścia, ale sąd pierwszej instancji nie ujawnił na rozprawie (art. 357 k.p.k.) ani jednego fragmentu protokołów tych przesłuchań, choć powinien to uczynić (art. 334 k.p.k.).
Po trzecie - niedopuszczalne jest twierdzenie, że oskarżony generalnie "nie mówi prawdy", przy jednoczesnym przyjęciu za ustalone niektórych podawanych przez niego faktów. Zgodnie z wyjaśnieniami oskarżonego sąd pierwszej instancji przyjął przecież, że oskarżony nie uderzył Michała T. "sztachetą" (co zarzucał mu akt oskarżenia) i że oskarżony istotnie był wpychany do studni (przynajmniej przez Ryszarda Ł.).
Sąd pierwszej instancji dał wiarę złożonym na rozprawie zeznaniom Michała T., gdyż - jak wynika to z uzasadnienia zaskarżonego wyroku - świadkowie "widzieli pobitego i nieprzytomnego Michała T", on sam zaś "jest pewny, że uderzył go oskarżony".
Sąd pierwszej instancji postąpił tak mimo zauważenia, że:
a) świadkowie różnili się we wskazaniu miejsca, w którym widzieli "pobitego i nieprzytomnego" Michała T., b) do protokołu przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie, którego obszerny fragment na rozprawie odczytano, Michał T. podał stanowczo, iż oskarżony uderzył go z przodu sztachetą "po czole i nosie".
Różnice we wskazaniu przez świadków miejsca, w którym widzieli "pobitego i nieprzytomnego" Michała T., sąd pierwszej instancji położył na karb większego lub mniejszego stopnia nietrzeźwości świadków, nie wyłączając przy tym, że Michał T. mógł być później ponownie przez kogoś pobity. Jeżeli zaś chodzi o "niekonsekwencję" Michała T., to sąd pierwszej instancji zadowolił się tu jego tłumaczeniem, że "omylił się" co do tej sztachety.
Argumentacja ta nie wytrzymuje krytyki.
Jest bezsporne, że incydent pomiędzy oskarżonym a Michałem T. miał miejsce na podwórzu przylegającym do budynku świetlicy, w której odbywała się zabawa. Oskarżony i Michał T. są bowiem co do tego zgodni. W tym też miejscu pobitego Michała I. odnalazł Antoni K., który wybiegł ze świetlicy po zawiadomieniu go przez Kazimierza M. o tym, że "Michała T. pobito".
Rzecz w tym, że Kazimierz M. - jak zeznał na rozprawie - informując Antoniego K. o pobiciu Michała T. miał na względzie pobicie Michała T. przez Stanisława C. obok zagrody Antoniego K., które widział, jak "wyszedł z mieszkania od Ryszarda S.", a nie incydent pomiędzy oskarżonym a Michałem T. na podwórzu przylegającym do budynku świetlicy, którego to incydentu nie widział, bo z Antonim K. już ze świetlicy na podwórze nie wychodził. Tymczasem sąd pierwszej instancji, nie wiadomo na jakiej podstawie, połączył dwa różne zdarzenia w jedno i ustalił, że: "najprawdopodobniej w czasie, kiedy Michał T. leżał na ziemi (po ciocie oskarżonego - uwaga Sądu Najwyższego) "został kilka razy kopnięty w różne części ciała przez Stanisława C." Jeżeli, opierając się na zeznaniach złożonych przez Michała T., na rozprawie dopuszcza się możliwość pobicia go przez Stanisława C. (nikt inny tego faktu nie podawał), to nie można dowolnie - inaczej niż z tych zeznań wynika - przyjmować, że Michał T. był kopany przez Stanisława C. na podwórzu obok świetlicy i że to było po incydencie z oskarżonym. Skoro zaś według zeznań świadka Michał T. był kopany przez Stanisława C. przed incydentem, jaki zaistniał między oskarżonym a Michałem T., to wspomniane zeznania pozostawałyby w zgodzie z twierdzeniem oskarżonego, że kiedy Michał T. go zaczepił obok świetlicy, miał już "zakrwawioną twarz".
Do zeznań Michała T. złożonych na rozprawie nie można się jednak ustosunkować, ponieważ w postępowaniu przygotowawczym twierdził on odmiennie, a mianowicie że jego pobicie przez Stanisława C. miało miejsce "na placu przy świetlicy przy krzewach bzu" czy "w bramie" prowadzącej na podwórze przylegające do świetlicy, sąd pierwszej instancji zaś nie ujawnił w ogóle zeznań tego świadka z postępowania przygotowawczego i nie wezwał go do wytłumaczenia sprzeczności (art. 337 § 1 i 3 k.p.k.). Dodać trzeba, że ewentualne rozstrzygnięcie, odmawiające wiary zeznaniom Michała T. z rozprawy, wymaga uprzedniego ustosunkowania się do zeznań Ryszarda S., który podczas przesłuchania w postępowaniu przygotowawczym twierdził, że rzeczywiście widział leżącego Michała T. "po drugiej stronie drogi" (a więc akurat w miejscu, które na rozprawie wskazał Michał T.), i to już "po upływie kilku sekund" od jego rozstania się z Michałem T. i Kazimierzem M. po wypiciu wódki. Pełna ocena zeznań świadka Ryszarda S. nie jest jednak możliwa, ponieważ sąd pierwszej instancji ograniczył się do ich odczytania, zamiast wezwać tego świadka na rozprawę i doprowadzić do konfrontacji między nim a Kazimierzem M., a także Michałem T., który przyznał, że szedł wówczas ze wsi, ale nigdy nie wspomniał, iż był wtedy na wódce u Ryszarda S.
Nie wydaje się także, aby zauważone przez sąd pierwszej instancji stanowcze twierdzenie Michała T. podczas składania zawiadomienia o przestępstwie, że oskarżony uderzył go "sztachetą", dało się skwitować zwyczajną "omyłką".
Sąd pierwszej instancji bowiem nie zauważył i w konsekwencji z naruszeniem art. 337 § 1 i 3 k.p.k. nie ujawnił faktu, że Michał T.:
podobno stanowczo zarzucał - podczas przesłuchania go w charakterze świadka - oskarżonemu uderzenie go sztachetą dwukrotnie;
w jednym z dalszych przesłuchań wprost wyparł się tego stanowczego twierdzenia, mówiąc, że "tak nie zeznawał", a jeżeli protokoły zawierają wzmiankę o sztachecie, to przesłuchujący go funkcjonariusz MO źle ją sporządził;
w konfrontacji z funkcjonariuszem MO Stanisławem F. odstąpił z kolei od zarzucania mu wadliwego spisania zeznań, przyznając, że faktycznie "tak zeznawał", tylko "później przemyślał i doszedł do wniosku, iż jednak było inaczej";
wycofał się też z początkowego twierdzenia, że jak upadł po ciosie oskarżonego, to jeszcze "był kopany przez kilku sprawców", tłumacząc się tym, iż "myślał, że był kopany, gdyż miał dolegliwości w obrębie klatki piersiowej", a ponadto zasugerował się wypowiedzią Antoniego K., który mówił mu, że według relacji Kazimierza M. "był kopany przez Stanisława C.".
Jeżeliby sąd pierwszej instancji ujawnił te "niekonsekwencje" Michała T., to nie wiadomo, czy polegałby wówczas na jego zapewnieniu z rozprawy, że jest pewny, iż oskarżony go w ogóle uderzył w twarz.
Jak wynika z powyższego, w sprawie doszło do tak rażącego naruszenia podstawowych przepisów postępowania przez sąd pierwszej instancji, że wydanie wyroku skazującego oskarżonego określić można jako fakt zadziwiający.
Z tego też powodu zaskarżony wyrok podlega uchyleniu, a sprawa przekazaniu do ponownego rozpoznania przez sąd pierwszej instancji, stan dowodów bowiem przeprowadzonych na rozprawie głównej nie pozwala na merytoryczne rozstrzygnięcie sprawy w postępowaniu odwoławczym.
Ze względu na to, że nie można wyłączyć, iż prawidłowe przeprowadzenie dowodów nie doprowadzi do skazania oskarżonego lub przynajmniej nie doprowadzi do skazania go na bezwzględne pozbawienie wolności, dalsze utrzymywanie w mocy jego tymczasowego aresztowania nie jest uzasadnione. W związku z tym oskarżonego należy zwolnić z zakładu karnego.
Treść orzeczenia pochodzi z Urzędowego Zbioru Orzeczeń SN