Sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy - dopuszczenie do pracy chorych kierowców
Sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym (art. 174 k.k.)
Nie może być mowy o tym, że dopuszczenie do pracy chorych kierowców pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym ze skutkiem w postaci sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym bądź narażeniem pracownika na utratę życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu, jeśli samo prowadzenie pojazdu przez taką osobę nie będzie powodowało takiego zagrożenia. W rezultacie kwestia odpowiedzialności za dopuszczenie do pracy chorych kierowców autobusu, staje się otwartą dopiero w sytuacji ustalenia tego czy, a jeśli tak, to z jakim zagrożeniem bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wiązało się wykonywanie czynności zawodowych przez Z. A. (1) oraz W. S.
Oskarżenie oparte zostało na rozumowaniu gdzie, przy spełnieniu pozostałych kryteriów, każdy przypadek kierowania autokarem przez chorego na cukrzycę W. S. oraz dotkniętego epilepsją Z. A. (1) wiązał się, z jednej strony z zaistnieniem realnego i bezpośredniego niebezpieczeństwa powstania katastrofy w ruchu lądowym, jak i w równym stopniu narażał podróżujących z nimi kierowców-zmienników na utratę życia lub uszczerbek na zdrowiu. Orzekający w niniejszej sprawie Sąd Okręgowy opowiada się po stronie racji Sądu I instancji, odmawiając słuszności tym argumentom oskarżenia.
Myli się zatem skarżący gdy tłumaczy, że zasady logiczne, wskazania wiedzy i doświadczenie życiowe każą sądzić, iż tak w przypadku Z. A. (1), jak i W. S., ich każdorazowy wyjazd w trasę, jako kierowcy autobusu wiązał się ze sprowadzeniem bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, jak też powodował skutek w postaci bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ich zmiennika albowiem wymienieni cierpieli, odpowiednio na epilepsję i cukrzycę. W przekonaniu Sądu Odwoławczego, uwzględnienie reguł, do których odwołuje się apelujący, nie daje podstaw do oceny, aby każdorazowa ich obecność za kierownicą autobusu wywoływała skutek o jakim mowa zarówno w art. 174 k.k. jak i w art. 220 k.k.
Innymi słowy dążący do wykazania swoich racji apelujący winien dowieźć, że kierowanie autobusem tak przez epileptyka - Z. A. (1), jak i cukrzyka - W. S. sprowadzało realne i konkretne niebezpieczeństwo, zarówno katastrofy w ruchu lądowym, jak i utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu innego pracownika (...). Przy czym niebezpieczeństwo to charakteryzowałoby się wystąpieniem takiej skali zagrożenia dla chronionych art. 174 k.k. i art. 220 k.k. dóbr prawnych, że ziszczenie się katastrofy w ruchu lądowym stawałoby się elementem niemal nieuchronnym i niezależnym od czynników zewnętrznych, dynamizujących rozwój wypadków. Takie bowiem elementy decydują o możliwości uznania zagrożenia za bezpośrednie, a przez to konkretne w odróżnieniu od sytuacji kiedy sprowadzane zagrożenie jest jedynie potencjalne. Jeszcze inaczej rzecz ujmując , niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym musi być obiektywne i konkretne, co oznacza, że "katastrofa jawi się nie tylko jako realna, ale nieomal nieunikniona możliwość przebiegu wydarzeń" [J. Wojciechowski, Kodeks karny..., s. 304, J. Bafia (w:) J. Bafia, K. Mioduski, M. Siewierski, Kodeks karny. Komentarz, t. 2, Warszawa 1987, s. 46].
Racja leży po stronie Sądu meriti, który logicznie, a przy tym przekonująco wykazał brak występowania elementu „konkretności” kosztem zaistnienia jedynie potencjalnego – w tym też znaczeniu - abstrakcyjnego niebezpieczeństwa w analizowanych sytuacjach. Słuszne jest zatem rozumowanie, zgodnie z którym o konkretyzacji zagrożenia, a zatem spowodowania wymaganego obiema normami prawnymi skutku w postaci bezpośredniego niebezpieczeństwa dla wymienianego tam dobra, byłoby w równym stopniu podjęcie przez sprawcę innych bezprawnych [w tym wypadku godzących w reguły ruchu drogowego] zachowań, jak też pojawienie się najbardziej oczywistego w tym względzie czynnika dynamizującego w postaci odpowiednio ważkiego objawu chorobowego. Dlatego też powtarzając za Sądem a quo jeszcze raz warto zaakcentować, iż jakkolwiek prowadzenie autokaru przez Z. A. (1) i W. S. wiązało się z powodowaniem przez nich niebezpieczeństwa powszechnego w ruchu lądowym, to skala zagrożenia do momentu wystąpienia u kierowców związanych z ich przypadłościami objawów, [i to bez względu na prawdopodobieństwo ich wystąpienia] utrzymywała się na poziomie zagrożenia potencjalnego. Bezsprzecznie analizowanym tu „niebezpieczeństwem" jest pewna sytuacja lub stan rzeczy charakteryzujące się odpowiednim stopniem prawdopodobieństwa nastąpienia ujemnego skutku. Tyle, że tym ujemnym skutkiem, i to całkowicie wbrew temu co zdaje się sugerować skarżący, nie są objawy choroby ale zagrożenie życia i zdrowia wielu osób. Dlatego nie jest wystarczające ustalenia istnienia prawdopodobieństwa wystąpienia ataku padaczki [do tego bez sposobności określenia skali i charakteru takiego ataku] bądź też prawdopodobieństwa objawów choroby cukrzycowej. Takie prawdopodobieństwo w przypadku obu wymienianych chorób, co wydaje się oczywistym, będzie występowało zawsze ale też będzie się ono przekładało na zaistnienie zagrożenia o charakterze potencjalnym, na co w sposób przekonujący powoływał się w pisemnym uzasadnieniu wyroku Sąd I instancji. Wreszcie też, w opinii Sądu Okręgowego brak jest powodów, dla których owo potencjalne zagrożenie nie miałoby podlegać stopniowaniu. Najbardziej oczywistym rozróżnieniem w tym względzie wydaje się być charakter, częstotliwość oraz rodzaj potencjalnych objawów jakie wiążą się z epilepsją, w odróżnieniu od tych wynikających z choroby cukrzycowej.
W realiach przedmiotowej sprawy, brak jest możliwości dowiedzenia ponad wszelką wątpliwość, aby w którymkolwiek z tych przypadków doszło do sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy tudzież bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu innego pracownika. To z kolei przesądza o niemożności uznania, aby analizowane zachowanie kierowców wiązało się z wyczerpaniem czy to dyspozycji art. 174 k.k., czy też art. 220 k.k. W rezultacie, jak zostało to zresztą stwierdzone na wstępie rozważań, te same względy okazują się być decydującymi dla stwierdzenia niezasadności zarzutów postawionych wobec R. Z. (1) i J. Z.. Jak bowiem słusznie zauważył to Sąd Rejonowy nie można mówić o realizacji znamion przestępstw - tzw. sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy oraz narażenia na niebezpieczeństwo pracownika kiedy działanie sprawcy miałoby polegać na ułomnym dopuszczeniu do pracy osób, których praca nie wiązała się ze spowodowaniem wskazanych powyżej zagrożeń. Przy czym wyrażany tu punkt widzenia pozostaje aktualny niezależnie od skali i zakresu nieprawidłowości [te w realiach przedmiotowej sprawy niewątpliwie miały miejsce], których dopuścił się sprawca naruszając, dotyczące go jako pracodawcę, obowiązki gwaranta. Co za tym idzie decyzja o uwolnieniu obojga oskarżonych od popełnienia przestępstw z art. art. 174 § 1 k.k. w zb. z art. 220 § 1 k.k., art. 174 § 2 k.k. w zb. z art. 220 § 2 k.k. oraz art. 174 § 1 k.k., już chociażby z tych względów musiała zostać oceniona jako prawidłowa.
Wyrok SO w Białymstoku z dnia 22 września 2015 r., VIII Ka 473/15
Standard: 8181 (pełna treść orzeczenia)