Prawo bez barier technicznych, finansowych, kompetencyjnych

Wyrok z dnia 1974-05-16 sygn. III KR 33/74

Numer BOS: 2192492
Data orzeczenia: 1974-05-16
Rodzaj organu orzekającego: Sąd Najwyższy

Najważniejsze fragmenty orzeczenia w Standardach:

Sygn. akt III KR 33/74

Wyrok z dnia 16 maja 1974 r.

Wydanie przez przełożonego polecenia wykonania czynności, której podjęcia się zabraniają podwładnemu przepisy, nie wyłącza odpowiedzialności karnej podwładnego, jeżeli wskutek wykonania tej czynności popełni on czyn zabroniony przez prawo karne.

Przewodniczący: sędzia J. Dankowski (sprawozdawca). Sędziowie: I. Kazimierczak, R. Kryże.

Prokurator Prokuratury Generalnej: E. Lewandowska.

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu sprawy Waltera S. i Ryszarda R., oskarżonych z art. 138 § 2 k.k., Mariana K. i Jana H., oskarżonych z art. 246 § 1 k.k., oraz Zbigniewa M. i Jana L., oskarżonych z art. 139 § 1 k.k., z powodu rewizji wniesionych przez prokuratora co do oskarżonych Zbigniewa M. i Jana L. oraz przez obrońców pozostałych oskarżonych od wyroku Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy - Ośrodek w Toruniu z dnia 9 października 1973 r.

1) zmienił zaskarżony wyrok w częściach dotyczących kar pozbawienia wolności w ten sposób, że złagodził te kary:

a) oskarżonemu Ryszardowi R. do 2 lat z zaliczeniem aresztu tymczasowego od dnia 5 lipca 1973 r.;

b) oskarżonemu Marianowi K. do 2 lat;

c) oskarżonemu Janowi M. do 1 roku i 6 miesięcy z zaliczeniem aresztu tymczasowego od dnia 23 lipca 1973 r.;

2) na podstawie art. 73 § 1 k.k. warunkowo zawiesił wykonanie kar pozbawienia wolności wymierzonych oskarżonym Marianowi K. i Janowi M. na okres 3 lat w stosunku do każdego z nich;

3) w pozostałych zaskarżonych częściach tenże wyrok utrzymał w mocy (...).

Uzasadnienie

W rewizji wniesionej przez obrońcę oskarżonego Waltera S. kwestionuje się przede wszystkim ustalenia w kwestii związku przyczynowego między faktem przecinania prętów w otworze stropu palnikiem acetylenowym a faktem powstania pożaru. W szczególności w rewizji podniesiono zarzut nierozważenia wielu okoliczności wynikających ze wskazanych w niej dowodów, które jakoby mają wyłączyć ów związek przyczynowy. Należy stwierdzić, że przytoczone argumenty nie są przekonujące, ponieważ opierają się wprawdzie na cytatach ścisłych, lecz wyrwanych z kontekstu. Jest prawdą, że kilkunastu świadków zeznało, iż ogień dostrzegli na wysokości 6 m w rogu między ścianą betonową a pilśniową; nie oznacza to jednak, że właśnie tam było źródło pożaru. Wspomniani świadkowie nie widzieli początku zażegnięcia ognia, lecz zdołali zaobserwować dopiero późniejsze stadia jego rozprzestrzeniania się, gdy płomień - zgodnie z prawami fizyki - przerzucając się od dołu do góry objął górne partie ściany pilśniowej i właśnie tam spowodował najbardziej intensywne działanie wysokiej temperatury. Biegły Jan C. zaopiniował, że pożar powstał na dole, na co, jego zdaniem, wskazuje fakt, iż belka, do której były przybijane płyty pilśniowe, ustawione pionowo, miała mniejsze opalenie u podstawy, a większe w górnych częściach, zgodnie z zasadą postępowania płomienia od dołu do góry oraz najintensywniejszego działania wysokiej temperatury w górnych partiach objętych ogniem przedmiotu. Ten pogląd zgadza się z zeznaniem świadka Jana M., że paliło się od dołu do góry, który to świadek zauważył pożar prawdopodobnie najwcześniej. Skoro zaś pożar rozpoczął się nie na górze, lecz na dole korytarza, a wysokość od podłogi do sufitu dzielącego korytarz od komory klimatyzacyjnej wynosiła 6 m, to twierdzenie biegłego Jana C., że pręty były przecinane w odległości 6-7 m od miejsca wybuchu pożaru, należy rozumieć jako określenie odległości w kierunku pionowo-ukośnym od sufitu do dolnej części ściany pilśniowej. Jeżeli z powyższym twierdzeniem powiąże się opinię biegłego Czesława S., że bezpośrednie działanie żużlu można oceniać na około 3 m właśnie na poziomie podłogi, to okaże się, iż matematyczne wyliczenia nie wyłączają związku przyczynowego między operowaniem palnikiem acetylenowym a powstaniem pożaru. Nieprzekonujące jest również kwestionowanie tego związku na podstawie jednego zdania wyjętego z całości opinii biegłego Zdzisława K. Wypowiedź tego biegłego, że nie da się z całą pewnością wyłączyć, iż przyczyną pożaru były wady w instalacji elektrycznej, ma charakter czysto teoretyczny, natomiast praktycznie biegły Zdzisław K. w dalszej części swojej opinii taką przyczynę zdecydowanie odrzuca i swoje stanowisko w tym względzie przekonująco uzasadnia. Jeżeli do tych wszystkich opinii biegłych, eliminujących ze zrozumiałą ostrożnością inne przyczyny pożaru, doda się taki decydujący dowód, jakim jest zeznanie świadka Stanisława K., a więc tego, który w czasie przecinania prętów palnikiem acetylenowym stał na dole w korytarzu po to, by obserwować rozprysk iskier i żużli, i który przyznał, że część iskier spadała na ścianę pilśniową, uznać należy, iż brak podstaw do kwestionowania dokonanych przez Sąd Wojewódzki ustaleń o spowodowaniu pożaru wskutek przecinania prętów palnikiem, skoro fakt taki miał miejsce, a ogień powstał w pobliżu przecinanych prętów oraz w czasie odpowiednio bliskim od momentu użycia palnika.

Obrońca oskarżonego Waltera S. twierdzi w swojej rewizji, że oskarżony ten był tylko robotnikiem i że mógł źle zrozumieć treść wydanego mu zezwolenia. Twierdzenie to nie może się ostać w świetle wyjaśnień oskarżonego, że miał zezwolenie na użycie ognia otwartego tylko w komorze klimatyzacyjnej, że obiekt, do którego wskutek jego decyzji przedostał się ogień otwarty, należał do kategorii obiektów pożarowo zagrożonych oraz że istniał obowiązek zawiadomienia gospodarza każdego obiektu o użyciu ognia na jego terenie. Oskarżony Walter S. wyjaśnił również, że wiedział, iż nieprzestrzeganie przepisów przeciwpożarowych może doprowadzić do pożaru i do wielkich strat. Już choćby te wyjaśnienia oskarżonego czynią zasadnym przypisanie mu przez Sąd Wojewódzki nieumyślnej winy spowodowania pożaru.

Wymierzona oskarżonemu kara jest niewątpliwie karą surową, skoro wydatnie zbliża się do górnej granicy ustawowego zagrożenia. Oskarżony Walter S. jest człowiekiem niemłodym (prawie 51 lat życia), dotychczas nie karanym i mającym bardzo dobrą opinię. Jednakże właśnie on, człowiek doświadczony, brygadzista, jest głównym sprawcą pożaru, wskutek którego powstały straty przekraczające zawrotną sumę 324.000.000 zł. To oskarżony Walter S. bowiem w pogoni za ułatwieniem sobie pracy, która miała mu przynieść dodatkowe wynagrodzenie, chcąc skrócić jej czas zlekceważył rygorystyczne przepisy przeciwpożarowe i polecił swojemu podwładnemu - współoskarżonemu Ryszardowi R., nowicjuszowi w tym zawodzie - użyć ognia otwartego w niedozwolonych warunkach. Oskarżony Walter S. wiedział, że stwarza niebezpieczeństwo pożaru, a tylko bezpodstawnie przypuszczał, iż pożar nie nastąpi. Te okoliczności, charakteryzujące stopień nieumyślnego zawinienia oskarżonego oraz zapobiegawczy cel kary w zakresie jej społecznego oddziaływania, zwłaszcza w środowiskach pracy związanej z niebezpieczeństwem wzniecenia pożaru, sprawiają, że wymierzonej oskarżonemu kary nie można uznać - mimo jej surowości - za rażąco surową.

W rewizji wniesionej przez obrońcę oskarżonego Ryszarda R. twierdzi się, że oskarżony ten nie był zorientowany w sytuacji i że działał na polecenie swojego bezpośredniego przełożonego, co jakoby ma wyłączać winę tego oskarżonego. W związku z tym wystarczy odwołać się do wyjaśnień oskarżonego, by wykazać bezpodstawność zarzutu rewizji. W ich świetle okazuje się, że oskarżony Ryszard R. był dostatecznie zorientowany w sytuacji, by móc ocenić swoje działanie jako sprzeczne z przepisami i mogące spowodować pożar, do którego w rezultacie rzeczywiście doszło. Oskarżony bowiem wyjaśnił, że nie miał uprawnień spawacza, nie odbywał odpowiedniego kursu, nie wiedział, jakie trzeba było stosować przepisy i jak się zachować przy spawaniu w tym zakładzie, oraz że wiedział, iż te zakłady są "niebezpieczne pożarowo" i w wypadku nieprzestrzegania przepisów mógłby się spalić cały zakład, zwłaszcza wtedy, gdyby spawania podjęła się osoba nie mająca do tego uprawnień. Mając to rozeznanie, oskarżony Ryszard R. przystąpił do pracy za pomocą palnika acetylenowego w sytuacji, w której inny członek tej samej brygady - świadek Piotr L. w tymże dniu odmówił brygadziście Walterowi S. operowania palnikiem, ponieważ - podobnie jak Ryszard R. - nie miał do tego uprawnień. Skoro oskarżony Ryszard R. wiedział, że nie ma uprawnienia do posłużenia się ogniem otwartym, przeto zdawał sobie sprawę z tego, iż jego przełożony poleca mu wykonanie czynności bezprawnej, a tylko bezpodstawnie przypuszczał, że pożar jednak nie nastąpi. Wydanie przez przełożonego polecenia wykonania czynności, której podjęcia się zabraniają podwładnemu przepisy, nie wyłącza odpowiedzialności karnej podwładnego, jeżeli wskutek wykonania tej czynności popełni on czyn zabroniony przez prawo karne. Wynika to z faktu, że rozdział III części ogólnej kodeksu karnego wyłączenia takiego nie przewiduje oraz że przepis szczególny art. 290 § 1 k.k. dotyczący żołnierzy (art. 289 § 1 k.k.), a więc kręgu podmiotów podlegających bardziej rygorystycznej dyscyplinie w stosunkach między podwładnym a przełożonym, nie traktuje nawet rozkazu wojskowego jako okoliczności wyłączającej odpowiedzialność karną, jeżeli wykonanie rozkazu prowadzi do popełnienia przestępstwa, podwładny zaś o tym wie lub co najmniej godzi się na to.

Tak więc ustalenia poczynione przez Sąd Wojewódzki co do winy oskarżonego Ryszarda R. należy uznać za prawidłowe. Natomiast kara 4 lat pozbawienia wolności wymierzona temu oskarżonemu jest rażąco surowa. Sąd Wojewódzki w niedostatecznej mierze uwzględnił nie tylko fakt, że oskarżony Ryszard R., ojciec dwojga dzieci w wieku przedszkolnym, nie był dotychczas karany i cieszył się wyjątkowo dobrą opinią zarówno w miejscu zamieszkania, jak i w środowisku pracy, które nadal ufa, iż przypisany czyn jest czymś sporadycznym w uczciwym życiu oskarżonego, lecz ponadto tenże Sąd nie docenił, że oskarżony Ryszard R. pracował w tym zakładzie zaledwie 2 tygodnie, dopiero był w trakcie szkolenia się do pracy w tym zakładzie i nie zdążył jeszcze całkowicie wejść w atmosferę rygorów tam obowiązujących. Sąd Wojewódzki także niedostatecznie uwzględnił, że oskarżony Ryszard R., nowy pracownik, działał na polecenie swojego bezpośredniego przełożonego i w jego osobistej asyście, co poważnie osłabiło poczucie stworzonego niebezpieczeństwa. Fakt ten, jak już była o tym mowa, nie wyłącza wprawdzie odpowiedzialności karnej, stanowi jednak poważną okoliczność łagodzącą.

Mając na względzie te wszystkie zarzuty, Sąd Najwyższy uznał za sprawiedliwe złagodzić oskarżonemu Ryszardowi R. karę o połowę, to jest do 2 lat pozbawienia wolności (...).

OSNKW 1974 r., Nr 9, poz. 169

Treść orzeczenia pochodzi z Urzędowego Zbioru Orzeczeń SN

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz politykę prywatności i cookies.